To więc jego dziecko, którym troskliwie i z poświęceniem zajmuje się od początku. Potępiające go dziś w czambuł różne czyściochy moralne jakoś na pomysł matkowania temu ruchowi nie wpadły lub nie miały czasu, bo musiały zarabiać. A teraz z wyżyn swojej czystości (materialnie sytej czystości) unoszą się świętym oburzeniem, że Kijowski swoją nieprawością utopi KOD.
A Kijowski musi żyć, płacić rachunki, płacić alimenty (był zresztą jedynym ściganym w Polsce przez opinię publiczną niepłacącym alimentów, a imię ich przecież milion) i może się mylić. Mieć wpadki. Jak my wszyscy. Nie sądzę by jego intencją było oszukiwanie, że chciał na KODzie zarobić. Ale z czegoś żyć musi. Bardzo źle się stało, że najbliższe otoczenie nie uświadomiło mu po pierwsze: jak ważna jest przejrzystość, po drugie, że cały naród musi wiedzieć jak zarabia, po trzecie (ewentualnie) lepiej, żeby w ogóle nie zarabiał, bo przywódca w oczach opinii publicznej powinien być świętym żyjącym wyłącznie Sprawą.
Wydaje mi się, że ci którzy umożliwiali mu „fakturowy proceder” są równie odpowiedzialni jak sam Kijowski. Ale mleko się wylało. Kijowski został przytopiony, unurzany w błocie (o co sam się częściowo prosił) no i może wystarczy?!
Tekst pierwotnie ukazał się w serwisie Koduj24.pl.
