Kościół tonie

Kościół w Polsce przeżywa dramat alienacji. Jeszcze tego nie jest świadom, bo oślepia go pycha, ale niewątpliwie jest coraz dalej od ludzi, od ich spraw, potrzeb, poziomu życia, realiów codzienności i standardów moralnych. Biskupa Paetza musiał przywołać do porządku Watykan, szkoda, że nie zrobiła tego przed laty prokuratura, ale zasada negatywnej solidarności (ochrony czarnych owieczek) w Kościele jest silniejsza niż w innych gremiach zawodowych.

Polscy księża, pozamykani w bogatych plebaniach, wożeni samochodami, zaczadzeni ideologią, która ma coraz mniej wspólnego z chrześcijaństwem, wyobcowują się od ludu, który powinni wspierać i prowadzić duchową drogą. W górę: ku lepszemu byciu, ku zbawieniu. Przeciętny wierny chodzi do kościoła, bo to obowiązkowy rytuał, z którego duchowo nic nie wynika, narzeka na pazerność księdza i jego wyrastający poza lokalną średnią tryb życia, ale nie protestuje, bo wie, że to niemożliwe i nieskuteczne.

Poza tym: zawsze tak bywało, choć nie zawsze na taką samą skalę. Księża, a zwłaszcza hierarchowie, są we władaniu jeszcze większych grzechów niż te, które tępią u swoich wiernych: przede wszystkim grzech pychy. Są pewni swego, są – jak im się wydaje – panami jednej Prawdy, mają niekwestionowaną władzę, którą legitymizuje sukienka duchowna. To wystarczy. Nie uczą się, nie prowadzą dialogu, nie wykazują pokory.

Grzech obojętności: księża nie zajmują się biedą, przemocą domową, nie wspierają, nie pomagają, nie zniżają się do wiernych. Oni panują.

Grzech chciwości. Gromadzą dobra, budują bogate plebanie, często robią interesy (podnajmując część plebani), obracają ziemią i nieruchomościami, wykorzystują wiernych (znam księdza, który mając trzy własne samochody kazał się wozić parafianom, by je oszczędzać).

Grzech ignorancji widoczny w kazaniach: coraz gorszy poziom seminariów, gdzie jedyną normą jest posłuszeństwo nie wiedza. Poza tym, po co się uczyć, czytać, doskonalić gdy ma się niekwestionowaną władzę i głupoty nikt nie wytknie. Poziom kazań jak i poziom katechezy jest dramatyczny.

Grzech upolitycznienia. Większość księży w Polsce to wierni wyborcy (a czasem i fanatycy) PiS. Wykorzystując swoją władzę bezpośrednio i pośrednio (biskup przez powolnych mu księży) głoszą nie tylko pochwałę „partii prawdziwych katolików” ale z fanatycznym żarem zachwalają polityczny program. Jeśli nie robią tego z ambony, choć niewielu się powstrzymuje, to robią to półoficjalnie.

Grzech okrucieństwa. W czasach gdy byłam ministrem dostawałam setki listów od kobiet, które żaliły się, że wyznając na spowiedzi, że są ofiarami przemocy domowej otrzymywały radę: „musisz wszystko wytrzymać rodzina jest najważniejsza”. Grzech okrucieństwa różne ma formy: księża nie potępiają przemocy wobec dzieci, przemoc wobec zwierząt wydaje im się zgodna z pismem świętym, bo przecież zwierzę jest przedmiotem, który służy człowiekowi (mało który ksiądz promuje postawę św. Franciszka), nie wykazują empatii czy chęci pomocy wobec indywidualnych nieszczęść.

Grzech symplifikacji i ideologizacji religii. To najpoważniejszy grzech. Młodzi ludzie pytani czego nauczyli się podczas zajęć katechezy odpowiadają, że pamiętają wyłącznie film „Niemy krzyk” oraz potępienie dla homoseksualistów. Ich aksjologiczny świat jako członków Kościoła składa się z dwóch rodzajów zła: aborcji i homoseksualizmu i jednego dobra - posłuszeństwa Kościołowi (zwłaszcza nakazu uczęszczania na msze). Ubogi to świat i bezmyślny. Zwłaszcza, że homoseksualizm jest nader często udziałem potępiających go księży, a nakaz uczęszczania w mszach ma przede wszystkim wymiar materialny.

Kościół się alienuje. 1050 lat chrześcijaństwa w Polsce zrobiło wiele dobrego: jego wartości stanowią o naszym słowniku etycznym, o bogatej aksjologii. To jest trwałe. Sama instytucja Kościoła, zwłaszcza zaś jej pracownicy, nie jest natomiast w stanie sprostać wymogom nowoczesności. I nie chodzi o dobra, które nowoczesność nam przyniosła (na te Kościół jest pazerny) ale o poziom wiedzy, o demokrację, o różnorodność, wolność i równość, które to wartości są takimi samymi elementami dzisiejszej cywilizacji jak samoloty, internet czy in vitro. Księża polscy żyją w czasach, realiach i ambicjach, które opisuje w swojej „Monachomachii” Ignacy Krasicki. Miłej lektury!

POLUB NAS NA FACEBOOKU