Apel posła Kaczyńskiego jest kuriozalny również i z tego powodu, że nie bardzo wiadomo czy jego autor jest katolikiem. Z całą pewnością jest wyznawcą kościoła ojca Rydzyka, ale czy kościół ten stanowi odłam katolicyzmu czy jest jakąś nową religią, trudno powiedzieć.
Katolicyzm - jak rozumiem - jest religią miłości bliźniego, Jezus był tym, który uczył zarówno nadstawiania drugiego policzka, jak i miłowania nieprzyjaciół swoich. Katolicyzm jest religią wybaczania a jego uniwersalizm polega na tym, że osobami, godnymi miłości i szacunku są wszyscy ludzie, nie tylko wyznawcy PiS. Poseł Kaczyński tymczasem jest mistrzem w zarządzaniu nienawiścią, dzieleniu społeczeństwa i odrzucaniu tego, co nazywa się porządkiem miłości.
Jego partia wygrała dzięki wznieceniu strachu przed uchodźcami (nad którymi Chrystus z całą pewnością by się pochylił i których by ugościł), odnosi sukces mobilizując swój elektorat przeciwko wszystkim innym. Faktem jest, że ma za sobą prawie cały (dziś milczący) Episkopat, ale co do wyznania jego wielu członków można mieć takie same wątpliwości, jak do religii Jarosława Kaczyńskiego.
Nie piszę tego z niechęcią, mam w miarę równy szacunek do różnych religii i ich odłamów, chociaż mniejszy do tych, które wzniecają wojny czy tolerują agresję wobec inaczej myślących (wierzących). „Katolicyzm” Kaczyńskiego należy do tej grupy nowych wyznań, których funkcje mają charakter polityczny, nie eschatologiczny. Nie rozumiem więc dlaczego poseł Kaczyński nagle jawi się jako poplecznik katolickiego papieża. Czyżby chodziło o zyskanie czasu przed nową odsłoną wojny z demokracją i społeczeństwem inaczej myślących niż PiS?
